4. Lektura - też książka, czyli o ulubionych i znienawidzonych lekturach szkolnych.

Witajcie. :)
Majówka niestety się już skończyła, a co to oznacza? Dla roczników kończących etap średni etap edukacji - egzamin dojrzałości. Dzisiaj pierwszy dzień, czyli egzamin z języka polskiego. No i dzięki temu nasunął mi się temat nowego wpisu, co zresztą można łatwo wydedukować z tytułu - opowiem o moich ulubionych lekturach szkolnych, ale także tych znienawidzonych.


Jako że staram się pozytywnie podchodzić do życia, zacznę od tych ulubionych:


5. Juliusz Słowacki - "Kordian" - dlaczego "Kordian", a nie np. "Balladyna"? Wgl dlaczego Słowacki, a nie Mickiewicz? Nie wiem. Może postać Kordiana jest dla mnie prawdziwsza niż postać Mickiewiczowego Konrada. Może to jest kwestia genialnej interpretacji teatralnej, którą miałam przyjemność oglądać w Krakowie. Bardzo miło wspominam tą lekturę, dużo milej niż Dziady, w przeciwieństwie do mojego mężczyzny :) Mam nadzieję, że kiedyś ją sobie odświeżę.

4. Wybór mitów greckich - osobiście mity uwielbiam, może przez moje greckie korzenie. Zawsze mnie tematyka mitów greckich i wgl mitów interesowała, uwielbiam ich wpływ na późniejszą literaturę, motywy, inspiracje późniejszych twórców. Uwielbiam świat bogów greckich. A sama tematyka mnie interesuje i pewnie nie raz będę pogłębiać swoją wiedzę na temat dawnych wierzeń, uważam taką tematykę za niezmiernie ciekawą.

3. Poezja polska XX wieku - szczerze powiedziawszy, jak piękna jest polska poezja pokazała mi dopiero nauczycielka w liceum. Przeczytałam kilka wierszy i się zauroczyłam. Zwłaszcza podoba mi się twórczość dwudziestolecia międzywojennego a także pokolenia Kolumbów. No i Szymborską. I Leśmiana. Czyste piękno.

2. Antoine de Saint Exupery - "Mały książę" - zastanawiałam się, czy zamieścić w moim rankingu "Małego księcia" czy też "Oskara i Panią Różę" Schmitta. Decyzję przesądził fakt, iż zwyczajnie "Małego księcia" pamiętam jeszcze ze szkoły :) Jednak obie te książki zawierają w sobie taką mądrość, piękno. Obie są zarówno dla 12-latka jak i 21-latka czy 60-latka. I najpiękniejsze jest to, że za każdym razem jak się je czyta, odkrywa się coś nowego, pięknego, czego się wcześniej nie dostrzegało.

1. Aleksander Kamiński - "Kamienie na szaniec" - zdecydowanie mój numer jeden. Uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam. I nie ma co się tu rozpisywać - za każdym razem ta książka tak samo łapie i rozdziera serce, wyciska łzy, wzrusza. Książka, którą moim zdaniem powinien chociaż raz przeczytać każdy Polak. Wiem, że nie jest to jedyna pozycja wojenna w kanonie lektur, jednak tylko ona do tego stopnia skradła mi serce.

Żeby jednak nie było zbyt pięknie i kolorowo, przejdę teraz do tych, których wręcz nie cierpię i były dla mnie prawdziwą zmorą na mojej drodze edukacji.

5. Stanisław Wyspiański - "Wesele" - za tą pozycją nie przepadam nie ze względu na bohaterów, których nie da się zdzierżyć. Nie, tutaj problem stanowi język i w sumie jest to jedyny problem, jednak na tyle poważny, że nigdy przez tą lekturę w całości nie przebrnęłam. Zdecydowanie nie mój język. O ile dramaty lubię - jak chociażby dramaty Słowackiego, czy "Zemstę" to z tym miałam duży problem.

4. Henryk Sienkiewicz - "W pustyni i w puszczy" - to, że Sienkiewicz wielkim twórcą był, wie każdy, nie bez przyczyny dostał przecież Literacką Nagrodę Nobla. Jednak jeżeli chodzi o mnie - nie umiem przez jego powieści przejść. Męczy mnie język, styl w jakim one są napisane. Dodatkowo, z czasem zaczęłam dostrzegać rasistowskie wątki w tej pozycji, co moim zdaniem też jej umniejsza. Chociaż wiem, że niektórym się ta książka bardzo podobała, na przykład mój mężczyzna ją lubi i miło wspomina. :) Ja nie. Zdecydowanie nie mój gust.

3.  Witold Gombrowicz - "Ferdydurke" - książka, moim zdaniem tak pokręcona, że szok. Nie wspominam dobrze głównego bohatera, nie wspominam dobrze "upupiania", nie wspominam dobrze niczego z tej lektury. Zdecydowanie wolę Bukowskiego. Nie, nie, nie.

2. Zofia Nałkowska - "Granica" - czyli przykład na to, jak postać głównego bohatera może doprowadzić człowieka naprawdę do granicy zszarganych nerwów. Mało który bohater literacki grał mi aż tak na nerwach. Sama wielokrotnie miałam ochotę go po prostu udusić. Za to jeżeli chodzi o inne aspekty - bardzo podobał mi się motyw miasta w Granicy, a także motyw "to samo jest dla jednych sufitem, a dla innych podłogą"

1. William Szekspir - "Romeo i Julia" - zacznijmy od tego, że wgl nie cierpię twórczości Szekspira, a jego bohaterki (przede wszystkim bohaterki) i bohaterowi grają mi na nerwach jak mało kto, ale ta pozycja jest już apogeum. Może i jestem ignorantką, ale nie wiem, jak tu się zachwycać historią parą nastolatków, którzy znają się zaledwie kilka dni, ale są tak bardzo siebie pewni. Jeszcze finał akcji, który jakby nie patrzeć, jest koszmarnym nieporozumieniem. Nie, nie, nie. Nie dla mnie. Nie przekonam się. Nie.

Tak przedstawia się moja lista. Podkreślam - to jest tylko moje, osobiste zdanie, które nie ma na celu obrazy niczyich uczuć.
A tymczasem uciekam do czytania :) do następnego!

Popularne posty